Ostatnio spływa na nas cała fala pochwał i słów uznania. Poszczególne instytucje niemal prześcigają się w podkreślaniu i wyrażaniu podziwu dla naszej działalności w tajnych opozycyjnych strukturach Solidarności w okresie stanu wojennego. Ale, jak to z urzędnikami bywa, bywają nadgorliwi a niedouczeni kwestionujący działalność niektórych z nas. Staramy się, w miarę naszych możliwości wyjaśniać powstałe wątpliwości co do niektórych internowanych w WOI. Ale czasem ignorancja urzędnicza doprowadza nas do „białej gorączki”.
Centrala Archiwum IPN zażądała w sprawie nieżyjącego Andrzeja Kosiewicza udowodnienia jego przynależności do Solidarności w postaci legitymacji i to w sytuacji gdy był on przewodniczącym Komisji Zakładowej (co można sprawdzić).
Andrzej Kosiewicz jest pierwszą ofiarą śmiertelną WOI w Chełmnie. Jako zdrowy młody człowiek został internowany pod pozorem ćwiczeń rezerwy do JW. 1636 w Chełmnie. Tam poddany szykanom fizycznym i psychicznym w obozie a następnie w szpitalach: w Grudziądzu i Świeciu n. Wisłą, ze strachu przed ewentualnymi konsekwencjami zwolniony wcześniej z internowania w stanie krytycznym, nie wytrzymał traumy i odebrał sobie życie, 2 tygodnie po zwolnieniu, w sytuacji, po spacerze z rodziną. I w takiej sytuacji odmawia mu się uhonorowania KWiS.
Powyższa sytuacji zainspirowała nas do ogłoszenia naszego stanowiska w sprawie oceny i kwalifikacji „inteligentnego internowania”.
Dot. BUSz- III-5370-61(30)/24
W odpowiedzi na pismo sygnatura jw. informuję.
Trochę dziwi informacja, że Centrala Archiwum IPN oczekuje potwierdzenia, że Andrzej Kosiewicz trafił do Wojskowego Obozu Internowania w Chełmnie z powodu swojego zaangażowania w działalność opozycyjną, a jednocześnie znana jest nam opinia biura prawnego IPN, że WOI było represją w powodów politycznych, której podlegali działacze opozycji demokratycznej i wystarczy jeden dzień pobytu w obozie aby wydać pozytywną rekomendację (vide M. Waldemar WOI Trzebiatów).
Również Kancelaria Prezydenta RP od 2012 roku, po interwencji i wyjaśnieniach przedstawicieli SOI „Chełminiacy 1982”, jest świadoma politycznej represji pod postacią Wojskowych Obozów Internowania i zgodnie z późniejszymi wyrokami Sądów warszawskich wszystkich „powołanych” na podstawie Zarządzenia 0141/Mob. z dnia 26 października 1982 traktuje jako represjonowanych z powodów politycznych i nie wymaga dodatkowych oświadczeń świadków ani dokumentów.
Nie dziwi oczywiście fakt, że nie ma bezpośrednich dokumentów na opozycyjną działalność Andrzeja Kosiewicza sporządzonych przez Służbę Bezpieczeństwa, jako że nie zostały odnalezione lub są zniszczone. SOI „Chełminiacy 1982” dysponuje jedną z takich list zachowaną w archiwach KW MO w Kielcach. Wynika z tego, że na podstawie takich list odbywało się rekrutowanie do internowania pod pozorem ćwiczeń rezerwy lub służby wojskowej z innych Komend MO.
Sama forma internowania na jesieni 1982 roku aktywnych działaczy struktur podziemnych „Solidarności” była spowodowana sytuacją jaka się wytworzyła i planami władz stanu wojennego. Otóż, po pierwszej fali internowań działaczy legalnej „Solidarności” w grudniu 1981 roku na podstawie wcześniej przygotowanych list (zarówno IPN jak i my jesteśmy w posiadaniu dokumentów, że już wiosną 1982 roku), a następnie mimo aresztowań, karania kolegiami, np. za udział w demonstracjach ulicznych lub kolportaż ulotek czy wyrzuceniem z pracy z „wilczym biletem” za próby strajku czy zbieranie składek na działalność tajnych struktur Solidarności okazało się, że opór społeczny nie zmalał, ktoś ten opór organizował, szerokie rzesze aktywnie w nim uczestniczyły.
Po delegalizacji „Solidarności” w październiku 1982 roku wybuch nowej fali protestów,
o których intensywności mogą świadczyć fakty:
– w czasie demonstracji w Nowej Hucie zastrzelony został Bogdan Włosik,
– w Gdańsku co najmniej jedna osoba ranna w czasie demonstracji zmarła kilka dni później w szpitalu,
– Stocznia Gdańska po dwóch dniach strajku została zmilitaryzowana i wyrzucono z pracy kilkuset pracowników (szacunki sięgają 500 osób),
– zapowiedź TKK „Solidarności” 4-ro godzinnego strajku generalnego na dzień 11.11. 82,
spowodował, że w ciągu tygodnia! zostały sporządzone listy do kolejnych internowań, tym razem tych działaczy, którzy przez ostatni rok na swoich barkach dźwigali ciężar kontynuacji działalności związkowej, a sądząc po szybkości działania byli znani funkcjonariuszom SB, tzw. opiekunom zakładów pracy ze swojej postawy lub działalności. Chyba nikt nie sądzi, że te osoby wzięły się z powietrza albo były przypadkowe. Listy aktywnych opozycjonistów musiały powstać w okresie poprzedzającym te demonstracje, strajki i akty sprzeciwu. Już 23 września 1982 roku (po masowych demonstracjach w całej Polsce w drugą rocznicę podpisania porozumienia w Gdańsku – co najmniej 3 osoby zastrzelone w Lubiniu) na posiedzeniu Rady Wojskowej MSW, Zastępca Szef Sztabu Generalnego, gen. Antoni Jasiński został zobowiązany do utworzenia specjalnych kompanii, w których – „kadra odpowiednio dobrana i opłacana zapewniłaby reedukację społeczną kierowanych tam prowodyrów i organizatorów ekscesów wymierzonych w obowiązujący porządek prawny”. Osoby te zostały skierowane do specjalnie zorganizowanych obozów. Dowody, że to te osoby mają być objęte tym działaniem znajdujemy w szyfrogramie szefa Dep. V MSW ówczesnego płk. Józefa Sasina do Zastępców Komendantów Wojewódzkich MO ds. Służby Bezpieczeństwa z dnia 21 października 1982 roku.
Odnośny fragment tego szyfrogramu chyba nie budzi wątpliwości:
„ Proszę do dnia 23.10.1982 wytypować osoby rekrutujące się głównie z dużych zagrożonych zakładów pracy podejrzanych o:
– inspirowanie i organizowanie ostatnich strajków i zajść ulicznych,
– aktywne występowanie przeciwko tworzeniu nowych związków zawodowych,
– czynną wrogą działalność, np. druk, kolportaż, łącznikowanie, itp.
a nie nadających się z różnych powodów do internowania lub zatrzymania.
Wiek typowanych osób nie powinien przekraczać 28 lat (po poprawce 35 lat)
Wykazy zawierające:
– /……/ (dane osobowe)
– krótką charakterystykę uzasadniającą powołanie (charakteryzującą jego dotychczasową działalność wraz z podaniem wydziału KWMO, którego wymieniony jest figurantem lub pozostaje w zainteresowaniu) proszę przekazać szefom WSW! (podkreślenie moje) na Waszym terenie. …”.
Na prawdziwy cel „powołań na podstawie w/w Zarządzenia” wskazuje również fragment założeń organizacyjnych dotyczących dodatkowego sformowania pododdziałów szkoleniowych przekazane Szefom Sztabu OW w dniu 21.10.1982 r. przez Z-cę Szefa Sztabu Generalnego WP gen. dyw. dr A. Jasińskiego: „Mając na uwadze pilne potrzeby odizolowania zwłaszcza w dużych zakładach pracy osób stanowiących główny trzon grup prowokujących zajścia i ekscesy wymierzone przeciwko obowiązującemu porządkowi prawnemu (podkreślenie moje) i normalnemu tokowi działalności produkcyjnej zamierza się:
- Powołać do czynnej służby wojskowej w dniach 3-4.11.1982r. /…/
- Typowania żołnierzy rezerwy i poborowych do odbycia omawianych form służby wojskowej dokonują organy WSW wspólnie z organami Służby Bezpieczeństwa /…/
2.3/ wśród powołanych do czynnej służby wojskowej nie powinny znajdować się w zasadzie elementy kryminalne. /…/”
Wojsko zaznacza wyraźnie, że chodzi wyłącznie o element polityczny i zgodnie z tymi założeniami SB tylko takich działaczy na listach umieściła. Nie należy wykluczyć, że trafili na listy również kryminaliści, ale to do archiwistów IPN należy ich wskazanie (co się oczywiście dzieje).
Zgodnie z ww. Zarządzeniem charakterystyka i ocena działalności Andrzeja Kosiewicza dokonana przez opiekuna z SB była podstawą do zakwalifikowania Go na sporządzoną listę (z naszej wiedzy wynika, że listy te były weryfikowane w V Dep. MSW, co w znacznym stopniu niwelowało ewentualne zapędy „indywidualnej zemsty” funkcjonariuszy SB) do „powołania” do WOI w Chełmnie, sformowanego ad hoc rozkazem Szefa Sztabu Generalnego WP 0141/Mob. z 26 października 1982 roku. Forma internowania pod pozorem służby wojskowej pozwalała ukryć to internowanie przed opinią publiczną krajową i międzynarodową karmioną przez służby propagandowe PRL informacjami o normalizacji sytuacji w kraju i o pogodzeniu się społeczeństwa z rzeczywistością i przyznaniem słuszności władzom stanu wojennego.
Była również wielce wygodna dla funkcjonariuszy stanu wojennego. Można się było nad nami, w tej formie, internowanymi znęcać (żeby nam się odechciało sprzeciwiać, vide rozkaz dowódcy Śląskiego Okręgu Wojskowego, gen. Henryka Rapacewicza z 27 października 1982, sygn. 4655/88/9K-55, AW Oleśnica) pod pozorem wydawania upokarzających rozkazów, nie mających nic wspólnego ze służbą wojskową, za nie wykonanie, których groziły sankcje prokuratorskie i kilkuletni wyrok sądu wojskowego. Nie było również do nas dostępu przedstawicieli Kościoła, Polskiego Czerwonego Krzyża czy przedstawicieli międzynarodowych organizacji kontrolujących przestrzeganie praw człowieka.
Śledztwo prokuratorskie przeprowadzone przez prokuratora IPN, Mieczysława Górę oraz proces generałów SB, Wł. Ciastonia i J. Sasina wykazał ponad wszelką wątpliwość polityczny powód „powołań” tych działaczy podziemnej Solidarności, których wskazywali zakładowi funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa. Potwierdziły to wyroki sądów warszawskich: Rejonowego, Okręgowego oraz Sądu Najwyższego, który odmówił kasacji wyroku.
Ustawodawca uznał „powołanie na ćwiczenia wojskowe lub do odbycia zasadniczej służby wojskowej na podstawie Zarządzenia 0141/Mob. z dnia 26 października 1982” za represję wobec osób aktywnie sprzeciwiających się reżimowi stanu wojennego, zakwalifikował jako wyjątkowo uciążliwą i wprowadził do ustawy o Krzyżu Wolności i Solidarności w sierpniu 2010 roku i określił komu przysługuje to odznaczenie, a także w 2015 roku znowelizował odpowiednio ustawę tzw. lutową, o uznaniu za nieważne orzeczeń wydanych wobec osób represjonowanych za działalność na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego zrównując tę represję z innymi represjami stosowanymi z powodów politycznych.
Zaś od uprawomocnienia się wyroku Sądu Rejonowego dla Warszawy Mokotowa z dnia 22 lutego 2018 roku, nie jest uprawnione używanie nazwy – „o powołaniu na karne ćwiczenia wojskowe na przełomie lat 1982-1983” , lub – jako poborowy został skierowany do jednostki wojskowej” (jakiej, z uporem godnym lepszej sprawy, w swoich pismach nadal używają niektóre O/IPN)- a uprawnione jest używanie nazwy adekwatnej do określenia tej formy represji jako – internowanie pod pozorem ćwiczeń wojskowych lub zasadniczej służby wojskowej (to ostatnie dotyczy „powołanych” na dwa lata do WOI w Chełmie, Jarosławiu i Węgorzewie).
Takie jest również stanowisko prokuratorów IPN, zajmujących się lub znających wyniki śledztw z Prokuratorem Andrzejem Pozorskim włącznie oraz historyków, nie tylko z IPN-u, a także tak ujęte jest w publikacjach IPN mających status prac naukowych.
Trudno uznać za niewystarczający dowód opozycyjnej działalności wpisanie tych osób przez opiekunów z ramienia SB na listy do internowania, eufemistycznie, z przywołanych wyżej powodów, nazwanego ”inteligentnym internowaniem”. Trudno również przypuszczać, że organizatorzy WOI, co zostało uznane za zbrodnię przeciwko ludzkości będącą jednocześnie zbrodnią komunistyczną dopuścili się jej na przypadkowo wyselekcjonowanych osobach.
Podobne powody były podstawą internowania w cywilnych ośrodkach jeszcze kilka miesięcy wcześniej. SOI „Chełminiacy 1982” jest w posiadaniu „Kryteriów internowania osób podejmujących działalność antypaństwową” z maja 1982, wydanych przez pion SB w MSW po demonstracjach, które miały miejsce w dniach 1– 3 maja na terenie całego kraju (OE-VIII-00558/82, IPN BU 0 236/263/1 2325/IV).
Korzystając z uprzejmości jednego z kolegów internowanego w WOI w Budowie k. Złocieńca, jesteśmy również w posiadaniu wcześniej przywołanego dokumentu, sygnatura IPN Ki 025/1119, jaki zachował się w archiwum KW MO w Kielcach (z 16 października 1982), a dotyczący jego przeznaczenia do internowania do WOI, gdzie kryteria określające do takiego internowania pokrywają się ściśle z tymi z maja 1982 i takie są ujęte w przywołanym powyżej szyfrogramie szefa Dep. V, Józefa Sasina. Zachowały się również notatki służbowe uzasadniające powołania działaczy z terenu woj. stołecznego do WOI w Chełmie, określające powody wcielenia: podejrzenia o przynależność do tajnych struktur „Solidarności”, zbieranie pieniędzy na działalność tajną, kontakty z tajnymi strukturami „S”, aktywista, bojkot związków zawodowych, kolporter, itp. (AIPN 0644/608, dok. odnośnie wykazu osób wytypowanych do odbycia służby wojskowej przez wydz. operacyjny SB zgodnie z wytycznymi, szyfrogram nr 50320/629 z dn. 20-10-1982 SUSW). Jeżeli nie zachowały się albo nie zostały odnalezione w archiwach pozostałych Komend Wojewódzkich MO podobne dokumenty, to fakt ich istnienia jest niewątpliwy jak niewątpliwym jest umieszczenie na nich działaczy, którzy kontynuowali działalność opozycyjną po internowaniu lub aresztowaniu poprzedników, a tylko ze względu na okoliczności nie mogli być oficjalnie internowani lub aresztowani, jak zostało to zapisane w szyfrogramie płk. Józefa Sasina z dnia 21 października 1982 roku.
Dla podkreślenia charakteru działalności Andrzeja Kosiewicza przywołam sformułowania ówczesnego szefa Wojskowej Służby Wewnętrznej, gen. Edwarda Poradko, który regularnie składał meldunki do gen. W. Jaruzelskiego z sytuacji w wojsku w okresie stanu wojennego. W meldunkach tych przy omawianiu sytuacji dotyczących WOI używa naprzemiennie określeń: „aktywni organizatorzy i uczestnicy akcji protestacyjnych”, „aktywiści Solidarności”, „byli aktywni organizatorzy i uczestnicy akcji protestacyjnych”, „ekstremiści byłego NSZZ „S”. Wskazuje to jednoznacznie, że osadzone w WOI osoby, w opinii SB, brały czynny udział w działalności opozycyjnej i dlatego zostały zakwalifikowane do tych obozów. Nie ma powodów żeby kwestionować opinie wysokich funkcjonariuszy reżimu stanu wojennego, organizatorów WOI. Trudno, również przypuszczać, że zakładowy funkcjonariusz SB z własnego widzimisię i na oślep, a nie z wiedzy o działalności Andrzeja Kosiewicza do tego obozu go zakwalifikował. Listy te były weryfikowane w pionie SB. Gdyby było inaczej, znaczyłoby, że SB mści się na niewinnych ludziach nie bacząc na ich stan zdrowia (nie muszę chyba przypominać, że przy wcieleniu nie było badań lekarskich, a nawet wcielano osoby z widocznymi schorzeniami jak również ułomnościami fizycznymi).
Wg relacji naczelnika wydz. VIII Dep. III MSW, płk S. Kabacińskiego z dnia 18 października 1982 internowanych w cywilnych ośrodkach odosobnienia było 227 osób, a na dzień 22 października 1982 r., 190 osób. Chyba jest zrozumiałe, że władze reżimu stanu wojennego nie mogły sobie pozwolić, ze względów propagandowych, na otwarte internowanie kolejnych 1711 osób (co stanowiłoby ok. 20% ogólnej liczby dotychczas internowanych), działaczy tajnych struktur „Solidarności” i dlatego użyły wybiegu, internowania pod pozorem ćwiczeń wojskowych. Informacje te są dostępne w archiwach IPN: sygn. IPN BU 1405/74, IPN 1409/30, IPN BU 1409/32, IPN BU 1409/492, IPN BU 1414/7, IPN BU 0236/263/1 (SOI „Chełminacy 1982” dysponuje tymi dokumentami).
Dla nie zorientowanych w realiach stanu wojennego z połowy roku 1982 pragnę zaznaczyć, że każda forma sprzeciwu i każda forma niezależnej działalności, nawet ta najmniejsza niosła za sobą, oprócz ryzyka osobistego, również nadzieję dla reszty społeczeństwa, że nie wszystko stracone, że Solidarność żyje i walczy. Służby komunistyczne były tego świadome i dobrze to rozumiały.
Szkoda, że po 40 latach tak ciężko przebija się to do świadomości współczesnych.
W świetle założeń „powołań” i rozkazu Szefa Sztabu Wojska Polskiego z dnia 26 października 1982 umieszczenie na liście przez funkcjonariuszy SB jest równoznaczne z decyzją o internowaniu z powodów politycznych za działalność antykomunistyczną i nie wymaga dodatkowego procesu dowodowego.
Ta forma „powołania” Andrzeja Kosiewicza, jak również innych opozycjonistów w ten sposób potraktowanych, spełnia wymogi przyznania Krzyża Wolności i Solidarności. Można się z tym oczywiście nie zgodzić ale to po stronie kwestionującego ten fakt leży konieczność udowodnienia, że osoby internowane pod pozorem ćwiczeń wojskowych, w tym Andrzej Kosiewicz, działaczami opozycyjnymi nie były albo w akcjach sprzeciwu udziału nie brały. Taka zasada obowiązuje przynajmniej w obszarze prawa rzymskiego, do którego Polska dołączyła po 1989 roku.
Ignorowanie ówczesnej rzeczywistości stanu wojennego, bezsprzecznych dokumentów i opracowań z dochodzenia prokuratorskiego dotyczącego „powołań” do WOI oraz próba posiłkowania się oświadczeniami świadków (po 43 latach i w sytuacji likwidacji wielu zakładów pracy, migracji lub śmierci świadków) starszemu pokoleniu może kojarzyć się z praktykami w okresie działania instytucji, słusznie zapomnianej.
Nawiasem mówiąc dziwi nas żądanie oświadczeń świadków w stosunku do „dzisiaj” składających wnioski, chociaż we wnioskach składanych przed uprawomocnieniem się wyroków Sądów warszawskich nie byli wymagani świadkowie. Zadziwia również bałwochwalcza wiara w oświadczenia świadków przy jednoczesnym ignorowaniu opinii prokuratorów, historyków i wyroków Sądów oceniających stan faktyczny i zaliczających tę represję jako zbrodnia przeciwko ludzkości. A więc nie tylko odosobnienie, jak w przypadku cywilnego internowania a dodatkowo jeszcze znęcanie się nad osadzonymi.
Powołanie Instytutu Pamięci Narodowej (z naszej, byłych opozycjonistów inspiracji) dało nadzieję tysiącom byłych działaczy opozycyjnych na należyte traktowanie, zgodne z ustaleniami ciał dokonujących kwerendy i oceny ich działalności. I prawdę mówiąc tak było przez co najmniej ostatnie 10-15 lat. Może nie wszystkie oddziały IPN poszukiwały osób internowanych czy w różny sposób represjonowanych, ale to właśnie ten sposób działania pozwolił na dosyć zasobne archiwa IPN. Jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności takiego podejścia nie chce się zastosować w przypadku osób internowanych pod pozorem służby wojskowej. Dla przypomnienia, nowelizacja z lipca 2015 roku ustawy „lutowej” zrównuje tę formę represji z pozostałymi w ustawie wymienionymi.
Internowani pod pozorem służby wojskowej na podstawie rozkazu Szefa Sztabu Wojska Polskiego z dnia 26 października 1982 oczekują zatem na równe, zgodne z ustawą traktowanie. Pan Andrzej Kosiewicz spędził prawie 3 miesiące w obozie w Chełmnie nie wykonując żadnych szkoleń mających choćby cień związków z wojskiem, był pozbawiony podstawowej opieki lekarskiej, w warunkach zakwaterowania i higienicznych urągających człowieczeństwu, poddany szykanom fizycznym i psychicznym. Te psychiczne zakończyły się dla niego i jego rodziny tragicznie, nie wytrzymał traumy jakiej doświadczył i dwa tygodnie po wcześniejszym zwolnieniu z obozu, w dniu 22 stycznia 1982 popełnił samobójstwo.
Ktoś chce powiedzieć, że był tam jako przyzwoitka?
Był aktywnym członkiem Solidarności w czasie jej legalnego istnienia, pełnił funkcję Przewodniczącego Komisji Zakładowej w niedużym zakładzie w Koszalinie, a z racji zajmowanej funkcji posiadał niekwestionowany autorytet wśród załogi, z tego tytułu był zaangażowany w działania opozycyjne i z tych powodów został przez zakładowego funkcjonariusza SB uznany za osobę groźną dla systemu i zakwalifikowany do WOI w Chełmnie. W naszym przekonaniu Andrzej Kosiewicz jest pierwszą ofiarą śmiertelną WOI i odmowa uhonorowania Go KWiS jest policzkiem wymierzonym Jemu, jego rodzinie i całej rzeszy działaczy, którzy z nim działali i dzielili los internowanego.
Z tego może wynikać tylko jeden wniosek:
Andrzej Kosiewicz był aktywnym działaczem opozycji w czasach stanu wojennego i słusznie za takiego został uznany przez zakładowego funkcjonariusza SB i za to został internowany do Wojskowego Obozu Internowania w Chełmnie.
W świetle przywołanych dokumentów i realiów stanu wojennego ponawiamy wniosek o uhonorowanie Andrzeja Kosiewicza Krzyżem Wolności i Solidarności zgodnie z dewizą widniejącą na stronie IPN w zakładce odnoszącej się do KWiS:
„Krzyż Wolności i Solidarności jest znakiem wdzięczności państwa polskiego dla osób, które swymi zmaganiami z systemem komunistycznym w latach 1956–1989 przyczyniły się do odzyskania przez Polskę niepodległości po półwieczu zniewolenia i zależności od Związku Sowieckiego”.
Za Zarząd SOI „CHEŁMINIACY 1982”
Andrzej Adamczyk